Czym jest podżeganie chorobowe? Kontrowersje wokół wielkiego przemysłu farmaceutycznego

Opublikowano Autor: Redakcja
Big Pharma. Kontrowersje wokół przemysłu farmaceutycznego

Czy firmy produkujące leki wmawiają nam choroby?

Specjaliści psychologowie zdefiniowali już wiele lat temu zjawisko „podżegania chorobowego” (ang. disease mongering). Sam termin pochodzi od pisarki Lynn Payer, autorki opublikowanej w 1992 r. książki pt. “Disease-Mongers: How Doctors, Drug Companies, and Insurers Are Making You Feel Sick”. Pisarka twierdziła, że do pewnego stopnia środowiska lekarsko-biznesowe próbują „przekonać zasadniczo zdrowych ludzi, że są chorzy, oraz lekko chorych – że są ciężko chorzy”.  

Inni publicyści w artykule opublikowanym na łamach „British Medical Journal” porównywali kampanie nagłaśniania lub wyolbrzymiania chorób przez firmy farmaceutyczne do klasycznych biznesowych trików związanych z budowaniem marki i tworzeniem rynku zbytu.

Podżeganie chorobowe to multiplikacja chorób i zaburzeń

Za prekursora takich strategii uważa się firmę Lambert Pharmacal Company. Firma ta jeszcze pod koniec XIX wieku wprowadziła swój produkt dezynfekujący jamę ustną Listerine do gabinetów dentystycznych. Następnie zaś po I wojnie światowej wprowadzono go do aptek, jako substancję niewymagającą recepty. Kolejnym etapem były kampanie reklamowe, które insynuowały, iż np. cuchnący oddech zrujnuje nie tylko życie osobiste, ale i zawodowe. Ta banalna przypadłość została rozdmuchana do miary patologii i powodu do wstydu w towarzystwie.

Metoda ta polegaja na zestawieniu trzech elementów: dolegliwość – zagrożenie społecznym odium – lek. Stała się w kolejnych dziesięcioleciach matrycą, pomagającą wprowadzić na rynek kolejne specyfiki. Dotyczy to zwłaszcza leków poprawiających sprawność seksualną, leki na porost włosów, niektóre leki psychotropowe, terapie niwelujące skutki ADHD i inne.

Korporacje farmaceutyczne i ich potęga w dobie pandemii

Od momentu wybuchu pandemii światowa opinia publiczna siłą rzeczy zaznajomiła się nieco z rynkiem farmaceutycznym. Rynek ten pozostawał dotychczas w cieniu, np. w porównaniu z przemysłem komputerowym, elektroniką, motoryzacją czy energetyką.

Wszyscy znaliśmy świetnie firmy Shell, Apple, czy LG, nie wspominając o takich producentach jak Ford, Volkswagen, czy Toyota. Natomiast znajomość marek producentów leków nie jest tak szeroka. Gdy chorujemy, czytamy wprawdzie dokładnie ulotki zawierające informację na temat dawkowania leku, czy przeciwwskazań. Znamy też oczywiście nazwę handlową leku, czy też zawartą w nim substancję czynną. Niekoniecznie jednak zwracamy uwagę na etykietę firmy.

Do lamusa odeszły czasy, gdy w polskich aptekach kupić można było głównie produkty lecznicze wytworzone i konfekcjonowane w którejś z kilkunastu fabryk Zjednoczenia Przemysłu Farmaceutycznego POLFA. Ten państwowy monopol (któremu też do lat 90. towarzyszył w branży zielarskiej Herbapol) rozpadł się po skomercjalizowaniu na wiele mniejszych przedsiębiorstw. Część z nich upadła, część przejęta została przez kapitał prywatny, w tym zagraniczny. Tylko niektóre firmy (np. Starogardzie Gdańskim, czy w Tarchominie) ostały się pod kontrolą polskiego kapitału, czy państwa polskiego i są obecnie konkurencyjne.

Może jeszcze firma Bayer posiadała ugruntowaną, zwłaszcza przez Aspirynę, markę na polskim rynku. Ale już amerykańskie Pfizer, francuska Sanofi, czy niemiecki BioNTech to nazwy kojarzone wcześniej słabo przez Nowaka i Kowalską. Owszem firma Johnson&Johnson była na polskim rynku znana już od lat 90. XX wieku, jednak głównie poprzez jej udział w branży chemii domowej (gospodarczej) i kosmetyków, nie zaś leków.

Własność intelektualna jako broń na wolnym rynku leków

Większość potężnych firm farmaceutycznych, takich jak np. Merck, ma tradycje sięgające XIX wieku. Niektóre, jak Eli Lilly ze słynnym lekiem psychotropowym Prozac, czy Pfizer z równie popularnym lekiem poprawiającym potencję Viagra (Sildenafil), zawojowały w drugiej połowie XX wieku światowe rynki swoimi produktami.
Z czasem producenci leków zaczęli jednak przywiązywać coraz większą wagę do uniemożliwienia konkurentom wprowadzania na rynek zamienników. Firma Pfizer, która jak się szacuje, zarobi na szczepionce przeciwko COVID nawet kilkanaście miliardów dolarów, zainspirowała w latach 80. powstanie organizacji lobbingowej Intellectual Property Committee (IPC). Jej celem było upowszechnienie amerykańskiego systemu ochrony patentowej i praw autorskich w wymiarze globalnym.

Od 1995 r. członkowie Światowej Organizacji Handlu (World Trade Organization) zawarli porozumienie w sprawie Handlowych Aspektów Praw Własności Intelektualnej. Odtąd kraje, które chciały stać się częścią nowego liberalnego ładu, musiały zaakceptować rygorystyczne przepisy patentowe, gwarantujące wynalazcy 20 lat monopolu.

Co to jest Big pharma?

Termin „Big Pharma” jest często używany do opisania ogromnych firm farmaceutycznych, które zarabiają miliardy dolarów każdego roku, sprzedając leki powszechnego użytku (np. bez recepty – tzw. leki OTC) oraz leki specjalistyczne.
Czymś nieco innym są bowiem leki stosowane w terapii konkretnych chorób, w tym np. nowotworowych, psychicznych, kardiologicznych, neurologicznych itd. Czymś innym natomiast jest rynek leków stosowanych doraźnie (często z grupy OTC) przez niemal każdego z nas. Chodzi tu głównie o leki lub produkty spożywcze wspomagające metabolizm, leki przeciwbólowe i niektóre leki uspokajające oraz nasenne, czy cały garnitur leków pomagających nam zwalczyć objawy grypy.

Przemysł farmaceutyczny, to po prostu branża odpowiedzialna za rozwój, produkcję i marketing i sprzedaż leków. Big Pharma to tymczasem potoczne i często pejoratywne określenie używane do opisania bezimiennych korporacji, które niejako „wciskają” konsumentom leki często zupełnie zbyteczne i w dodatku drogie.

Liderzy Big Pharma i potęga marketingu wpływająca na diagnostykę i metody leczenia

Najwięksi współcześni gracze, zaliczani do Big Pharma to amerykański Johnson & Johnson, którego wartość rynkowa szacowana jest na prawie 280 miliardów dolarów, równie potężny szwajcarski Novartis (ponad 280 miliardy dolarów) i również amerykański Pfizer (ponad 210 miliardów dolarów). U podnóża szczytu znajdują się też amerykański Merck (ponad 160 miliardów dolarów), brytyjski GlaxoSmithKline (około 100 miliardów dolarów), czy w końcu również amerykański Eli Lilly (ok. 100 miliardów dolarów).

Firmy te wprawdzie wydają ogromne pieniądze na badania, ale jeszcze większe (i to kilkunastokrotnie) na marketing. Przykładowo w 2014 r. wydatki tych gigantów na reklamę wyniosły ponad 4,5 mld USA, z tego tylko na firmę Pfizer przypadło 1,4 mld USD.

Najwyższa dotychczas kwota wydana w USA w jednym roku na marketing produktów farmaceutycznych wyniosła 5,4 mld USD w 2006 r. Dziesięć lat później, reklama wyemitowana podczas finału rozgrywek futbolu amerykańskiego Super Bowl, która trwała 60 sekund, kosztowała 10 mln USA, docierając – według obliczeń ośrodków badania opinii publicznej – do ponad 110 milionów widzów.

Dziennikarze ustalili, że 1 USD wydany na reklamę, billboard, radio, lub reklamę drukowaną, przynosi ponad 4 USD w sprzedaży detalicznej. Na przykład w 2011 r. firma Boehringer Ingelheim wydała ponad 460 mln dolarów na kampanię reklamującą preparat rozrzedzający krew (przeciw-zakrzepowy) Pradaxa. Już jednak tylko w tym samym roku wartość sprzedaży tego leku przekroczyła ponad 1 miliard USD.

Instrumentalizacja środowisk lekarskich przez producentów leków

Z badań statystycznych wynika, że lekarze przepisują nowe leki, które są przedstawiane w reklamie bezpośredniej konsumentom dziewięć razy częściej niż leki, które nie są wprowadzane na rynek publicznie. Dzieje się tak dlatego, że pacjenci sami czasami domagają się leków, które widzieli w reklamach (lub o których słyszeli od swoich przyjaciół i członków rodziny), ale także dlatego, że niektórzy lekarze otrzymują sowite premie za promowanie leków określonych producentów.

The Wall Street Journal w śledztwie dziennikarskim ustalił, że tylko w 2013 r. w USA firmy farmaceutyczne przeznaczyły na rozmowy promocyjne i honoraria dla lekarzy prawie 230 mln dolarów, do tego kolejne niemal 200 mln wydano na organizacje wyjazdów, bankietów i innych imprez na cele promocyjne.
Jednym z rezultatów tej lawiny wydatków jest to, że firmy farmaceutyczne są widoczne i słyszalne. Opiniotwórczy amerykański dziennik The Washington Post, podkreśla, że w ostatnich latach firmy farmaceutyczne bombardują telewizję większą ilością reklam niż kiedykolwiek wcześniej.

By zweryfikować ten trend na polskim rynku, wystarczy włączyć telewizję. W zależności od pory dnia nawet, nawet co trzecia albo co druga emitowana reklama to lek lub suplement (przeciwbólowy, na zaziębienie, na erekcję, na porost włosów, witaminy, suplementy diety, itd.).

Podżeganie chorobe jest trudne do zwalczenia

Biorąc pod uwagę ostrą konkurencję ze strony rywalizujących ze sobą korporacji oraz niewyobrażalne sumy pieniędzy do zarobienia, nie dziwi fakt, że niektóre z największych kar federalnych, jakie kiedykolwiek nałożyły organa sprawiedliwości USA, zostały wymierzone właśnie przeciwko producentom leków.

Na przykład w 2009 r. Pfizer zapłacił 2,3 miliarda dolarów za nielegalny marketing swojego leku Bextra. Kilka lat później firma GlaxoSmithKline przyznała się do zarzutów karnych dotyczących umyślnego promowania swoich czołowych leków antydepresyjnych. Dotyczyło to leków takich jak Paxil i Wellbutrin. Natomiast celem promocji byli konsumenci poniżej 18 roku życia. Tymczasem okazało się, że żaden z tych leków nie został zatwierdzony przez amerykańską Agencję ds. Żywności i Leków (US Food and Drug Administration) do stosowania przez nieletnich. Kara wyniosła aż 3 miliardy dolarów. W końcu w 2012 roku firma Johnson & Johnson została ukarana grzywną w wysokości 2,2 miliarda dolarów. Kara została nałożona za promowanie stosowania swoich leków niezgodnie z zaleceniami.

Warto podkreślić specyfikę amerykańskich konsumentów. Wydatki na leki per capita w Stanach Zjednoczonych są o 40% większe niż w Kanadzie. Są także o 75% większe niż w Japonii i prawie trzy razy większe niż w Danii.

Światowy rynek leków to ogromne dochody

W 2014 r. światowy rynek leków był wart około 1 bilion dolarów. Z tego jedna czwarta pochodziła z USA, gdzie znajduje się pięć z dziesięciu największych firm produkujących leki. Rynek farmaceutyczny jest też niezwykle dynamiczny, jeśli chodzi o zmiany kapitałowe, fuzje, przejęcia, formowanie się i rozpad oligopoli itd.
W 1993 roku Pfizer kupił firmę Warner-Lambert za prawie 90 miliardów dolarów. Celem przejęcia kontroli nad sprzedażą leku obniżającego poziom cholesterolu Lipitor (inna nazwa: Atorvastatin). W ciągu prawie 15 lat lek ten bowiem osiągnął sprzedaż o wartości 125 miliardów dolarów. Obecnie figuruje na pierwszym miejscu listy najczęściej przepisywanych leków u USA. Na drugim miejscu jest lek regulujący poziom hormonu tarczycy Levothyroxine znany w Polsce pod nazwą handlową Euthyrox. Na trzeciej pozycji uplasował się Lizynopryl – lek na nadciśnienie tętnicze i niewydolność serca.

Lobbing kluczem do sukcesu w sprzedaży leków

Niektóre koncerny farmaceutyczne wydają też dodatkowo dziesiątki milionów dolarów na cele lobbingowe. Robią to także dla budowania wpływów politycznych na potrzeby dokonywania zmian legislacyjnych. Branża farmaceutyczna wnosi znaczący wkład do budżetu Agencji Żywności i Leków USA. To prowadzi do obaw o konflikt interesów i jawne przekupstwo.

W 2014 r. – po tym, jak Pfizerowi nie udało się kupić AstraZeneca za blisko 120 miliardów dolarów – dziennikarz The New York Times pytał retorycznie, czy celem wielkich korporacji farmaceutycznych jest badanie i opracowywanie leków, które mogą poprawić jakość życia ludzi, czy też celem jest zarabianie pieniądze dla akcjonariuszy poprzez ekspansję finansową.

Potężne koncerny farmaceutyczne nie tylko zabiegają o ułatwienie im dostępu do rynków zbytu. Wkładają także wiele wysiłku w to, by unieszkodliwić konkurencyjne technologie oferowane za niższe ceny. Przykładowo firma amerykańska Endo Pharmaceuticals w 2016 r. została pozwana przez Federalną Komisję Handlu. Powodem było nielegalne blokowanie produkcji tańszych wersji (tzw. generycznych/zamienników) swoich leków.

Markowe leki są oczywiście znacznie droższe niż generyczne, nawet jeśli generyczne mogą mieć akceptowalnie podobne efekty dla pacjentów. Jednak firmy produkujące leki generyczne często nie mają takich wpływów finansowych i siły przebicia, jak większe koncerny farmaceutyczne.

Rola pacjentów w kreowaniu zjawiska Big Pharma

Pacjenci sami mogą być współwinni, często podważając zdanie swoich lekarzy na temat stosowania leku generycznego zamiast niepotrzebnego markowego odpowiednika.
Być może najpoważniejszym skutkiem, jaki Big Pharma wywarła na amerykańską służbę zdrowia, jest epidemia nadmiernego przepisywania silnie uzależniających leków. Badania pokazały, że Amerykanom w wieku 19-64 lat przepisywano średnio 12 recept. Natomiast Amerykanie w wieku 65 lat i starsi otrzymywali średnio 28 recept rocznie. Stany Zjednoczone stanowią tylko 5 procent światowej populacji, ale zużywają 80 procent środków przeciwbólowych na świecie.

W 1995 r. Agencja ds. Żywności i Leków zezwoliła Purdue Pharma na produkcję OxyContinu, markowej nazwy generycznej postaci oksykodonu, półsyntetycznego opioidu. OxyContin potrzebował jednego roku, aby wygenerować sprzedaż na poziomie 45 milionów dolarów. Na początku następnej dekady sprzedaż przekroczyła 1 miliard dolarów; pod koniec tej dekady zaś sprzedaż przekroczyła 3 miliardy dolarów.

W 2010 roku Purdue Pharma posiadała jedną trzecią rynku leków przeciwbólowych w Stanach Zjednoczonych, a wszystko to dzięki OxyContinowi. Aby lepiej dotrzeć z OxyContinem do lekarzy i tzw. liderów myśli (opłacanych przez koncerny lekarzy promujących nowe leki w swoim środowisku medycznym), przedstawiciele handlowi otrzymywali roczne premie w wysokości 70 000 dolarów. Co bardziej obrotni przekroczyli próg 250 000 dolarów. W 2001 roku sprzedaż OxyContinu osiągnęła poziom 1 miliarda dolarów. Wydatki Purdue Pharma na promocję leku wśród lekarzy przekroczyły 200 milionów dolarów.


Dodatkowa lektura: